Smoleńsk

Smoleńsk w reżyserii Antoniego Krauze.

Film powstał na kanwie tragicznego zdarzenia, do jakiego doszło w Smoleńsku. 10 kwietnia 2010 roku para prezydencka wraz z osobami towarzyszącymi udaje się na obchody rocznicowe do Katynia. Mają lądować na byłym wojskowym lotnisku w Smoleńsku. Załoga otrzymuje ostrzeżenie od polskiej załogi wcześniej lądującego samolotu, Jak 40, że warunki pogodowe są złe, że jest coraz większa mgła. Inny, rosyjski samolot, wcześniej próbował lądować, ale zrezygnował i odleciał. Ostrzeżenia nie pomogły. Samolot z parą prezydencką i z delegacją najważniejszych osób w państwie próbuje lądować. Ulega rozbiciu. Nikt nie przeżył. Zginęło 96 osób.

Tematem tym zaczyna zajmować się dziennikarka stacji TVM SAT, Nina, którą gra Beata Fido. Inspiratorem jej działań jest jej redakcyjny szef – rolę tę gra Redbad Klijnstra – który szybko stwierdza, że winny jest generał, który zmusił pilotów do lądowania. Podczas lądowania samolot zderzył się z brzozą. Pod Pałacem Prezydenckim zbiera się tłum ludzi, którzy nie wierzą w katastrofę, a podejrzewają, że to był zamach władz rosyjskich w porozumieniu z polskim premierem, Tuskiem, że przed zderzeniem z brzozą na pokładzie samolotu był wybuch. I to jest teza, która towarzyszy nam przez cały film. Nina rozpoczyna dziennikarskie śledztwo, mające odkryć skrywaną prawdę. Po obejrzeniu filmu można stwierdzić, że reżyser chciał nawiązać do „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy i do roli Krystyny Jandy.

Pierwsza połowa filmu prezentuje się całkiem nieźle. Dobrze swoje role zagrali Lech Łotocki i Ewa Dałkowska, jako para prezydencka, oraz Aldona Struzik, jako generałowa. Również dobre wrażenie buduje w trakcie żałoby narodowej motyw muzyczny Michała Lorenca. Ta część filmu jest wyjątkowo wzruszająca ze względu na tragedię, którą przeżywają bliscy zmarłych. Z grą pozostałych aktorów jest tylko gorzej.

Wiodąca postać filmu, dziennikarka Nina, grana przez Beatę Fido, nie robi dobrego wrażenia. Rola jej jest jakby wymuszona, deklamująca swoje kwestie z przyklejonym grymasem do twarzy. Również ośmieszającą film rolę zagrał jej redakcyjny szef. Niestety, film jest niskobudżetowy i to ma wpływ na dobór aktorów. Na swoją rolę w filmie doczekał się również znany kabareciarz, Jan Pietrzak, śpiewając balladę na Krakowskim Przedmieściu. Można również mieć zarzuty do doboru statystów, zwłaszcza pod Wawelem, gdzie protestują Azjaci.

Sama scena katastrofy jest wyjątkowo dobrze zrealizowana. Jednak jest zbyt wiele scen sugerujących, że rozegrana tragedia w Smoleńsku była zamachem. Artyści mają prawo do własnej interpretacji wydarzeń historycznych, lecz powinni uważać, aby nie zagubić granicy między sztuką a propagandą. Wydaje się również zbędna scena finałowa, przedstawiająca spotkanie duchów ofiar żołnierzy pomordowanych w Katyniu z uczestnikami katastrofy w Smoleńsku. Piszę tę opinię o filmie zaraz po konferencji prasowej podkomisji sejmowej pod kierunkiem pana ministra Macierewicza. Otóż w czasie tej konferencji ani razu nie pada słowo morderstwo czy zamach.

Proponuję wstrzymać się z daleko idącymi wnioskami do zakończenia prac tejże podkomisji. Twórcom Smoleńska należy się pochwała za odwagę, i odporność na ataki, jakich doznają i będą doznawać. Mimo wielu ułomności film ten będzie ważnym inspiratorem do dyskusji. Jednak wydaje się, że realizatorzy zmarnowali szansę na ukazanie wielkości tego wydarzenia.

Ten film należy obejrzeć, gdyż ukazuje wielką politykę i upomina się o pamięć oraz, by mieć na jego temat swoje własne, już wyrobione, jakiekolwiek zdanie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

EnglishFrenchGermanItalianPolishPortugueseRussianSpanishUkrainian